piątek, 9 stycznia 2015

Sukienka dla mamy

Patrzę i oczom własnym nie wierzę!  Ostatni post pod koniec listopada?! Jak ten czas pędzi niemiłosiernie! Prawda jest jednak taka, że nie było mnie tak długo bo kończyliśmy rehabilitację wzroku Bartka. Ostatni raz byliśmy na naświetlaniach tuż przed świętami.  Trwało to w sumie trochę ponad miesiąc.  Po pierwszej serii zero poprawy. Po drugiej poprawa znaczna.  Standard. Teraz czekamy na wizytę kontrolną i od nowa rehabilitacja... ale czego się nie robi dla dziecka. 
Później czas świąt.  Dałam na luz. Totalne lenistwo mnie ogarnęło. Miejsce maszyny (i całego mojego kącika szyciowego) zajęła choinka :) stoi cały czas i świetnie się trzyma. Dopóki tak będzie niech stoi  ;) maszyna wylądowała  najpierw pod schodami a teraz stoi kątem u pierworodnego w pokoju (musiałam uszyć nam czapki i kominy bo zimno się zrobiło - nawet śnieg mieliśmy przez kilka dni :), i sukienkę  dla mamy bo jechała  na rozdanie dyplomów do Łodzi). Gwiazdą dzisiejszego wpisu jest ta właśnie sukienka :)

Sukienka prosta, klasyczna, w pięknym odcieniu granatu. Szczerze to po tych wszystkich kocykach, poduszkach, kołderkach, zabawkach  itd miałam wrażenie, że się uwsteczniłam  i że nic poza tym już nie uszyję. Bo nie będzie okazji, bo zapomniałam, bo nie potrafię... Sama sobie musiałam udowodnić, że to nieprawda. Chyba jednak nie jest ze mną tak źle.  Sukienka wyszła super. O tej porze roku znaleźć materiał na sukienkę taką o jakiej marzyła mama graniczy z cudem, ale się udało.  Wybrałyśmy nurka. Pierwszy raz miałam okazję z niego szyć, więc jak na pierwszy raz przystało miałam wątpliwości jak go szyć. Okazało się, że zupełnie niepotrzebnie.  Szyje się fajnie, należy jedynie pamiętać o tym, że trzeba użyć ściegu elastycznego.  Brzegów w zasadzie nie ma konieczności obrzucać ponieważ nurek się nie siepie, oczka nie idą... jednak ja obrzuciłam. W końcu po to mam overlock ;) no i w ten sposób wykończone brzegi wyglądają po prostu ładnie, są bardziej estetyczne. Jeśli chodzi o prasowanie to niestety jedyna opcja jaka wchodziła w grę to rozprasowywanie  szwów przez tkaninę bawełnianą (zaparzaczkę)  mocno rozgrzanym żelazkiem i parą. Nie radzę prasować nurka bez szmatki.  Zbyt zimne żelazko nic nie zdziała, a gorące  po prostu spali materiał. Czemu o tym wszystkim piszę?  Bo internet jest ubogi w informacje na ten konkretny temat (albo to ja nic sensownego na ten temat nie mogłam znaleźć) a jednak zawsze lepiej sobie pomóc niż kombinować prawda?
Oto sukienka mamy. Zdjęcia robione koło godziny 23, więc przy sztucznym świetle. Nawet zrobione przy świetle dziennym pozostawiałyby zapewne wiele do życzenia ze względu na aurę panującą za oknem :P











W rzeczywistości sukienka wygląda dużo ładniej. Dół i rękawki wykończone są ręcznie. W lutym rodziców czeka kolejny wyjazd na rozdanie dyplomów, więc chyba będę szyła jeszcze jedną sukienkę :) i jak się podoba?

Wykrój z wydania specjalnego Burda. Duże jest piękne. 1/2014 model 412. 



3 komentarze:

  1. piękna sukienka, dzięki której coraz bardziej zachwycam się Twoim talentem. :) i taka bardzo w moim stylu, tylko ja bym ciut krótszą sobie uszyła, ale taka długość na mamie prezentuje się idealnie. :)
    i wszystkiego dobrego w nowym roku, bo tak dawno Cię nie było, że nie miałam okazji. :)
    pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i wzajemnie :) no dla mamy krótsza to nie bardzo ;)

      Usuń